„Po ile logo?” to tytuł wystawy, którą stworzyliśmy z okazji Nocy Muzeów. Przez pryzmat własnych doświadczeń opowiadamy, o czym myślimy na co dzień, jak wygląda nasz proces projektowy i dlaczego czasami musimy napić się wina.

Nasza codzienność to przede wszystkim projektowanie i rozmowa. Z biegiem lat nauczyliśmy się, że bez wypracowanego systemu nawet najlepsi polegną. Dlatego, bez względu na to, czy współpracujemy z dużymi, czy też małymi markami, nasza praca została podzielona na kilka etapów.

Jest czas na koncepcje i strategie, na kreatywne warsztaty i merytoryczny proces projektowy. Dzięki temu mamy szansę poznać naszego klienta, a własne pomysły ostro zderzyć z rzeczywistością biznesową. I właśnie to „zderzenie” chcieliśmy wam pokazać na wystawie. Opowiedzieć naszymi metodami, jak wygląda nasz proces projektowy i o czym myślimy na co dzień.

Niektórzy z nas twierdzą, że forma i estetyka jest najważniejsza, inni, że jednak klient i jego biznes… a kilkoro z nas, że świetnie wyglądają w czarnym. To dobrze. Każdy z nas jest inny. Wszyscy jednak w tej branży siedzimy już na tyle długo, by rozumieć, że idealna teoria i codzienność projektanta to dwie różne sprawy.

 

 

 

W Hopa Studio pracujemy nad projektem w sześciu najważniejszych etapach. Zaczynamy od analizy i dobrego planu. Następnie przeprowadzamy warsztaty, projektujemy, prezentujemy projekt, by na samym końcu zająć się wdrożeniem.

Każdy z tych etapów pokazaliśmy na wystawie w sposób symboliczny, sięgając po najczęstsze skojarzenia, problemy i kontrowersje. Kolory, formy, artefakty, a nawet krótkie ćwiczenie z serii „zrób sobie logo” miały wyrażać naszą codzienność na styku działań koniecznych, potrzebnych i tych często nierzeczywistych, ulotnych, a nawet niewykonalnych…

Zakres prac

– rzeźba głowy
– delfiny
– naklejki
– niszczarka ukryta pod stołem
– anioł w gipsie

© all music and lyric by Jack Saint. All Rights Reserved.